Uwielbiam tę pracę! Montaż OZE to nie tylko kable, falowniki i uziemienia. To przede wszystkim świetni ludzie i niesamowite historie.
Ostatnio montowaliśmy magazyn energii u pana Tomka. Wszystko szło perfekcyjnie, estetyka w rozdzielnicy – mucha nie siada. Zbliżamy się do końca, sprawdzamy ciągłość obwodów. Mój multimetr robi charakterystyczne piiiip. Sekundę później słyszę z drugiego końca garażu głośne: PIIIIP.
Zerkam na chłopaków z ekipy. Oni na mnie.
– Któryś falownik zgłasza błąd? – pytam.
Sprawdzamy. Wszystko świeci na zielono. Znowu mierzę. Piiiip. Z garażu odpowiedź: PIIIIP. Zaczynamy gorączkowo szukać zwarcia, duchów w instalacji, przebicia...
Nagle zza regału wychyla się... wielka, zielona papuga. Stefan – bo tak miał na imię ten pierzasty inżynier – przez godzinę uważnie słuchał dźwięku mojego miernika i postanowił "pomóc" nam w testach odbiorczych! Śmialiśmy się do łez, a pan Tomek musiał zamknąć asystenta w domu, żebyśmy mogli skończyć pomiary.
Kiedy pytacie, co daje mi największą energię do działania, to wcale nie są to panele słoneczne. To właśnie te momenty. Elektryka to prąd i ścisłe zasady, ale prawdziwa, najczystsza energia zawsze płynie z takich spotkań!
